Kryzys finansowy już niebawem może przerodzić się w kryzys ludzkości. W dynamicznym bowiem tempie rośnie poziom ubóstwa na świecie. Dane opublikowane przez Bank Światowy mówią nawet o 53 milionach osób, które – już niebawem – mogą paść ofiarami kryzysu i pozostać bez środków do życia. Na wzrost ubóstwa szczególnie narażone są dziś tzw. kraje rozwijające się, które bez pomocy z zewnątrz mogą niebawem podzielić losy „Titanica”.
Blisko 1,2 mld ludzi na świecie żyje za mniej niż jednego dolara dziennie, a prawie 850 mln osób nie ma co jeść – wynika z informacji opublikowanych na stronach komórki ONZ zajmującej się wdrażaniem programów na rzecz rozwoju ludności na świecie. Skala ubóstwa oraz jej zasięg wydają się być tym bardziej nieprawdopodobne, im częściej uświadamiamy sobie o możliwościach i postępie, jakie niesie ze sobą dzisiejszy świat. Dramatyzmu tej sprawie dodaje jeszcze fakt, iż w wyniku światowego kryzysu finansowego kolejne miliony ludzi na świecie straci środki do życia i popadnie w trwałe ubóstwo. Kryzys – zdaniem ekspertów z Banku Światowego – spowoduje, że liczba osób żyjąca poniżej tzw. granicy ubóstwa – czyli za mniej niż jednego dolara dziennie – wzrośnie o dodatkowe 53 miliony osób.
Niskie wskaźniki wzrostu gospodarczego oraz brak systemowych rozwiązań w zakresie walki z ubóstwem są dziś głównymi czynnikami odpowiedzialnymi za wzrost poziomu ubóstwa na świecie. Postępujący proces światowej pauperyzacji jest już dziś na tyle zaawansowany, że nie należy raczej oczekiwać, aby w najbliższej przyszłości coś w tej materii mogło ulec zmianie. Co gorsza, jeśli obecny kryzys utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, to jego skutki dla ludzkości mogą być odczuwalne przez następne kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat – przestrzegają eksperci z UNDP.
Zdaniem przedstawicieli Banku Światowego krajami, które są dziś najbardziej narażone na wzrost poziomu ubóstwa są tzw. kraje rozwijające się. Szacuje się, że blisko 40 proc. z nich – już dziś – odczuwa znaczące spowolnienie gospodarcze, a ponad 50 proc. obawia się, że kryzys dotknie ich w najbliższej przyszłości. Zaledwie kilkanaście państw z tej grupy uznaje się za kraje, w których ryzyko wzrostu poziomu ubóstwa – ze względu na panujący kryzys – jest niewielkie.
Znawcy tematu są jednak zgodni co do tego, że zdecydowana większość rządów krajów rozwijających się nie będzie w stanie uporać się sama z gospodarczym spowolnieniem, albowiem jest na to za słaba. Problemy natury fiskalnej w tych państwach są dziś na tyle złożone, że bez wsparcia międzynarodowych instytucji finansowych kraje to mogę nawet „zbankrutować”.
Niezwykle ponury krajobraz rysuje się również w odniesieniu do wskaźnika umieralności. Od 200 do prawie 400 tysięcy dzieci na świecie może umrzeć każdego roku, jeżeli okaże się, że obecny kryzys będzie trwał przez następne 6-7 lat. Te przerażające wyliczenia Banku Światowego, już dziś wymagają konkretnych działań ze strony przywódców wszystkich państw, celem zapobiegnięcia tej hekatombie.
Kryzys w krajach rozwijających się - zdaniem analityków z Banku Światowego – został wywołany głównie sześcioma czynnikami. Po pierwsze, nastąpił gwałtowny spadek popytu krajowego. Po drugie, znaczącemu uszczupleniu uległ portfel potencjalnych inwestorów, którzy byli zainteresowani ulokowaniem swojego kapitału w tych krajach. Po trzecie, doszło do widocznego osłabienia się walut narodowych w stosunku do dolara amerykańskiego i euro. Po czwarte, w wyniku zaistnienia wcześniejszych procesów, doszło w tych krajach do zwiększenia się ryzyka związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej. Po piąte, nastąpiły kolejne spadki obrotów na rynkach i giełdach. I po szóste, brak istotnego wsparcia w walce z kryzysem ze strony innych państw i organizacji międzynarodowych. W poźniejszym okresie doszło również do istotnego wzrostu cen żywności na świecie, co dodatkowo pogłębiło zjawisko ubóstwa. Walka zaś z nią jest nie tylko czasochłonna, ale przede wszystkim wymaga ogromnej determinacji na rzecz zadań, jakie powinny być realizowane w obrębie biznesu, edukacji oraz prawa.
Bartosz Niedzielski / Bankier.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diagnoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diagnoza. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
sobota, 18 kwietnia 2009
Intuicja czy szkiełko i oko
Wydarzenia z marca 2009 r.:
· Styczniowe zamówienia przemysłowe w Japonii obniżyły się o 39,5% r/r
· Lutowy bilans handlowy Chin zamknął się nadwyżką 4,84 mld USD, znacznie mniejszą od prognozowanej głównie za sprawą gwałtownego spadku eksportu, o 25,7%
· Styczniowe ceny producentów w Niemczech wzrosły o 2% r/r
· Styczniowy deficyt handlowy Wielkiej Brytanii sięgnął 3,6 mld funtów
· Styczniowe zamówienia fabryczne w Niemczech spadły aż o 37,9% r/r
· Cotygodniowe dane o liczbie kredytów hipotecznych w USA wykazały wzrost o 11,3%
· Indeks zaufania inwestorów Bloomberga za marzec spadł do 5,95 pkt
· Decyzja brazylijskiego banku centralnego w sprawie stóp procentowych nie zaskoczyła - koszt pieniądza spadł do 11,25% z 12,75%
Diagnoza sytuacji na rynkach finansowych
Indeks WIG osiągnął w ostatnich dniach dwa spore sukcesy. 6 marca zasłonił lukę bessy z 17 lutego, a wczoraj pokonał dołek z 3 lutego, znajdujący się na wysokości 23 tys. pkt. W obu przypadkach można było mieć jednak duże wątpliwości, co do jakości tych sukcesów. Rynek raczej został przepchnięty przez opory, a nie je przebił. Nastąpiło to w końcowych fragmentach notowań, na sesjach, na których spółki zyskiwały bardzo selektywnie. Do tego ani jeden, ani drugi sukces, nie wywołał pozytywnych reakcji na rynku, tak jakby inwestorzy zupełnie do nich nie przywiązywali wagi. Następnego dnia to podaż przejmowała kontrolę nad rynkiem. Najczęściej, gdy dochodzi w czasie sesji do pokonania oporów, rynek zamyka się ponad nimi w odległości równej tej jaka dzieli otwarcie od tego oporu. Stajemy zatem przed dylematem, który można sprowadzić do tego czy zawierzyć intuicji i nadal z dużą rezerwą podchodzić do scenariusza zakładającego trwalszą poprawę, czy też jednak posługiwać się przysłowiowym szkiełkiem i okiem i wierzyć, że sforsowanie silnych krótkoterminowych oporów otwiera drogę do trwalszej poprawy koniunktury na naszym parkiecie.
Okoliczności towarzyszące ostatnim zwyżkom u nas i na świecie zachęcają do posłużenia się szczyptą intuicji. Gdyby rzeczywiście inwestorzy zaczęli wierzyć w to, że sygnalizowana przez Citigroup i JP Morgan poprawa sytuacji sektora finansowego polepsza perspektywy gospodarek i giełd, można byłoby spodziewać się innego zachowania rynku surowców, dolara czy walut z rynków wschodzących. Te pierwsze pozostają wciąż pod wyraźną presją i wciąż stoją przed perspektywą kolejnej fali zniżkowej, sprowadzającej indeks CRB do dołków z 2001 r. Euro po dotarciu do silnego wsparcia, jakim jest 1,25 USD, zyskuje nieznacznie. Przez półtora tygodnia nie poszło w górę nawet o 3 centy. Na rynku walut z rynków wschodzących widać natomiast dużą ostrożność. Wczoraj złoty początkowo wyraźnie zyskiwał, ale ostatecznie inwestorzy zaczęli realizować na nim zyski. Dziś wyraźnie natomiast traci. Nie pojawiły się dotąd sygnały zapowiadające trwalszy ruch w górę naszego pieniądza.
Wczorajszy dzień w Ameryce wskazał na jeszcze jeden istotny element obecnej sytuacji rynkowej. Przecena spółek finansowych przewróciła do góry nogami hierarchię sektorową. Optymizm w branży finansowej nie zawsze wystarcza do podniesienia całego rynku. Wczoraj jedynie dwa sektory - paliwowy i ochrony zdrowia - straciły i przez to zyski S&P 500 były minimalne. Te dwie branże mają jednak obecnie aż ponad 29-proc. udział w kapitalizacji spółek z S&P 500.
Nie można dziś odpowiedzialnie rozstrzygnąć, czy wczorajsze przebicie przez WIG 23 tys. pkt jest zwiastunem lepszych czasów, choć kilka dni temu wydawało się, że taki sygnał może być rozstrzygający. W analizie każdy dzień przynosi nowe informacje i je też trzeba uwzględniać przy konstruowaniu scenariuszy na przyszłość. Można natomiast postawić dość wyraźną alternatywę - jeśli dziś rynek utrzyma się na zamknięciu ponad tą barierą, to szanse na realizację optymistycznego scenariusza dalej się będą zwiększać. Zakończenie dnia poniżej 23 tys. pkt, nie mówiąc o zejściu poniżej 22,8 tys. pkt przemawiałoby przeciwko korzystnemu wariantowi dla posiadaczy akcji.
Dziś na rynkach 12 marca 2009 r.:
· Ostateczne dane o japońskim PKB wykazały spadek 3,2% kw./kw.
· Lutowy wzrost podaży pieniądza w Chinach przyspieszył do 20,5%
· Lutowa produkcja przemysłowa w Chinach wzrosła o 11% r/r
· Styczniowa produkcja przemysłowa w Indiach spadła o 0,5% r/r
· Styczniowa inflacja PPI w strefie euro
· Styczniowa produkcja przemysłowa w Niemczech
· Lutowa sprzedaż detaliczna w USA
· Cotygodniowe dane o liczbie nowych bezrobotnych w USA
· Decyzja szwajcarskiego banku centralnego w sprawie stóp procentowych
· Styczniowe zapasy przedsiębiorstw w USA
Katarzyna Siwek / Expander
· Styczniowe zamówienia przemysłowe w Japonii obniżyły się o 39,5% r/r
· Lutowy bilans handlowy Chin zamknął się nadwyżką 4,84 mld USD, znacznie mniejszą od prognozowanej głównie za sprawą gwałtownego spadku eksportu, o 25,7%
· Styczniowe ceny producentów w Niemczech wzrosły o 2% r/r
· Styczniowy deficyt handlowy Wielkiej Brytanii sięgnął 3,6 mld funtów
· Styczniowe zamówienia fabryczne w Niemczech spadły aż o 37,9% r/r
· Cotygodniowe dane o liczbie kredytów hipotecznych w USA wykazały wzrost o 11,3%
· Indeks zaufania inwestorów Bloomberga za marzec spadł do 5,95 pkt
· Decyzja brazylijskiego banku centralnego w sprawie stóp procentowych nie zaskoczyła - koszt pieniądza spadł do 11,25% z 12,75%
Diagnoza sytuacji na rynkach finansowych
Indeks WIG osiągnął w ostatnich dniach dwa spore sukcesy. 6 marca zasłonił lukę bessy z 17 lutego, a wczoraj pokonał dołek z 3 lutego, znajdujący się na wysokości 23 tys. pkt. W obu przypadkach można było mieć jednak duże wątpliwości, co do jakości tych sukcesów. Rynek raczej został przepchnięty przez opory, a nie je przebił. Nastąpiło to w końcowych fragmentach notowań, na sesjach, na których spółki zyskiwały bardzo selektywnie. Do tego ani jeden, ani drugi sukces, nie wywołał pozytywnych reakcji na rynku, tak jakby inwestorzy zupełnie do nich nie przywiązywali wagi. Następnego dnia to podaż przejmowała kontrolę nad rynkiem. Najczęściej, gdy dochodzi w czasie sesji do pokonania oporów, rynek zamyka się ponad nimi w odległości równej tej jaka dzieli otwarcie od tego oporu. Stajemy zatem przed dylematem, który można sprowadzić do tego czy zawierzyć intuicji i nadal z dużą rezerwą podchodzić do scenariusza zakładającego trwalszą poprawę, czy też jednak posługiwać się przysłowiowym szkiełkiem i okiem i wierzyć, że sforsowanie silnych krótkoterminowych oporów otwiera drogę do trwalszej poprawy koniunktury na naszym parkiecie.
Okoliczności towarzyszące ostatnim zwyżkom u nas i na świecie zachęcają do posłużenia się szczyptą intuicji. Gdyby rzeczywiście inwestorzy zaczęli wierzyć w to, że sygnalizowana przez Citigroup i JP Morgan poprawa sytuacji sektora finansowego polepsza perspektywy gospodarek i giełd, można byłoby spodziewać się innego zachowania rynku surowców, dolara czy walut z rynków wschodzących. Te pierwsze pozostają wciąż pod wyraźną presją i wciąż stoją przed perspektywą kolejnej fali zniżkowej, sprowadzającej indeks CRB do dołków z 2001 r. Euro po dotarciu do silnego wsparcia, jakim jest 1,25 USD, zyskuje nieznacznie. Przez półtora tygodnia nie poszło w górę nawet o 3 centy. Na rynku walut z rynków wschodzących widać natomiast dużą ostrożność. Wczoraj złoty początkowo wyraźnie zyskiwał, ale ostatecznie inwestorzy zaczęli realizować na nim zyski. Dziś wyraźnie natomiast traci. Nie pojawiły się dotąd sygnały zapowiadające trwalszy ruch w górę naszego pieniądza.
Wczorajszy dzień w Ameryce wskazał na jeszcze jeden istotny element obecnej sytuacji rynkowej. Przecena spółek finansowych przewróciła do góry nogami hierarchię sektorową. Optymizm w branży finansowej nie zawsze wystarcza do podniesienia całego rynku. Wczoraj jedynie dwa sektory - paliwowy i ochrony zdrowia - straciły i przez to zyski S&P 500 były minimalne. Te dwie branże mają jednak obecnie aż ponad 29-proc. udział w kapitalizacji spółek z S&P 500.
Nie można dziś odpowiedzialnie rozstrzygnąć, czy wczorajsze przebicie przez WIG 23 tys. pkt jest zwiastunem lepszych czasów, choć kilka dni temu wydawało się, że taki sygnał może być rozstrzygający. W analizie każdy dzień przynosi nowe informacje i je też trzeba uwzględniać przy konstruowaniu scenariuszy na przyszłość. Można natomiast postawić dość wyraźną alternatywę - jeśli dziś rynek utrzyma się na zamknięciu ponad tą barierą, to szanse na realizację optymistycznego scenariusza dalej się będą zwiększać. Zakończenie dnia poniżej 23 tys. pkt, nie mówiąc o zejściu poniżej 22,8 tys. pkt przemawiałoby przeciwko korzystnemu wariantowi dla posiadaczy akcji.
Dziś na rynkach 12 marca 2009 r.:
· Ostateczne dane o japońskim PKB wykazały spadek 3,2% kw./kw.
· Lutowy wzrost podaży pieniądza w Chinach przyspieszył do 20,5%
· Lutowa produkcja przemysłowa w Chinach wzrosła o 11% r/r
· Styczniowa produkcja przemysłowa w Indiach spadła o 0,5% r/r
· Styczniowa inflacja PPI w strefie euro
· Styczniowa produkcja przemysłowa w Niemczech
· Lutowa sprzedaż detaliczna w USA
· Cotygodniowe dane o liczbie nowych bezrobotnych w USA
· Decyzja szwajcarskiego banku centralnego w sprawie stóp procentowych
· Styczniowe zapasy przedsiębiorstw w USA
Katarzyna Siwek / Expander
Etykiety:
Diagnoza,
Doradztwo,
Giełda,
Gospodarka
Subskrybuj:
Posty (Atom)