Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2009

Nawet 50% zysku

Z funduszu akcji!

Od połowy lutego można było zarobić nawet 50% lokując środki w funduszu akcyjnym. Średnio podmioty z tej grupy przyniosły jedną czwartą zysku. Czy to oznacza, że wracają dobre czasy dla agresywnych inwestycji?

Optymistyczne nastawienie do funduszy akcji tonują tegoroczne stopy zwrotu. Średnio fundusze akcji (z pominięciem małych i średnich spółek) są jedynie na symbolicznym plusie. Równocześnie większa część podmiotów z tej grupy wypada gorzej niż rynek. Względem punktu odniesienia, za który przyjęliśmy w 90% indeks WIG, a w 10% rynek pieniężny, jedynie 6 funduszy wypadło lepiej. Pozostałe 29 przyniosło mniejsze zyski od wzrostu benchmarku. Najsłabszy zarobił nieco ponad 10%.

Ostatni będą pierwszymi


Zestawienie stóp zwrotu z okresu bessy, czyli od 6 lipca 2007 r. do 17 lutego tego roku, ze skalą zwyżek od 17 lutego do 22 kwietnia, wskazuje na wyraźną zależność – w ostatnich tygodniach najbardziej zyskiwały te podmioty, które wcześniej najmocniej traciły. Tym samym raczej można mówić o ograniczaniu strat przez posiadaczy jednostek udziałowych niż realnych zyskach.

Takie podejście uzasadnia fakt, że w lutym, czyli w momencie, kiedy nasz rynek kształtował dołek, saldo wpłat i wypłat z funduszy akcyjnych wyniosło zaledwie 14 mln zł. Tym samym grono tych, którzy weszli na rynek było niewielkie. Jednocześnie, z jednym wyjątkiem (Pioneer Akcji Polskich), w najmocniej idących w górę funduszach były zgromadzone niewielkie aktywa. I tak na przykład w przypadku najlepszego w ostatnich tygodniach – Allianz Akcji Plus, który zarobił ponad 50% – jest to zaledwie 0,14% wszystkich aktywów funduszy akcji.

Wyjątkiem od reguły, że najbardziej zyskiwały te fundusze, które najbardziej wcześniej traciły, jest Allianz Akcji. Od 17 lutego poszedł w górę o ponad 36%, a w trakcie bessy stracił niecałe 60%. W efekcie, licząc od rekordowych notowań warszawskiej giełdy z 7 lipca 2007 r., jest to najlepszy fundusz – notuje 45-proc. stratę. Fortis Akcji i Pioneer Akcji Polskich, które licząc od tegorocznego dołka są w piątce najlepszych, w trakcie zniżek były dwoma najgorszymi funduszami.

Równocześnie najsłabsze ostatnio fundusze należą do tych, które najbardziej udanie chroniły kapitał w czasie bessy. Ich gorsza postawa na tle konkurentów w ostatnich tygodniach nie zmieniła faktu, że w okresie od ustanowienia rekordu wszech czasów przez naszą giełdę wciąż są w grupie tych, które wypadają najlepiej.

Polaryzacja zachowań

O ile w trakcie bessy różnice w stopach zwrotu funduszy akcji nie były zbyt zauważalne (wszystkie traciły bardzo dużo), to ten rok przynosi wyraźną polaryzację notowań. W tym roku najlepszy wynik ma CU Nowych Spółek (aktywa tego funduszu odpowiadają za 0,03% wszystkich aktywów funduszy akcji) i przekracza on 20%. Na drugim biegunie są fundusze AIG (Akcji i Akcji Plus), które tracą po około 5%.

Taki stan rzeczy jest skutkiem zarówno zróżnicowania stóp zwrotu w poszczególnych segmentach rynku (małe spółki z indeksu sWIG80 poszły w tym roku w górę o jedną piątą, podczas gdy największe firmy, głównie za sprawą banków, straciły kilka procent). Równocześnie dysproporcje w stopach zwrotu wynikają ze zmienności rynku. W pierwszych tygodniach tego roku nasza giełda mocno traciła, by potem w całości odrobić te straty. Zarządzający, którzy mieli „nosa” mogli dla klientów funduszy zarobić dodatkowe pieniądze.

Jakie wnioski?

Ostatnia poprawa koniunktury to za mało, by mówić, że najgorsze dla rynku akcji minęło i warto odważniej inwestować. Jednocześnie można się spierać, jaka koniunktura giełdowa czeka nas w kolejnych miesiącach. Niepewność jest wciąż duża. Na podstawie tegorocznych stóp zwrotu można wskazać jednak na dodatkowy czynnik ryzyka – oprócz ogólnej kondycji rynku akcji nasze zyski mogą zależeć od składu portfela funduszu i wyczucia zarządzającego. Receptą na takie ryzyko jest podział środków na podmioty różnych TFI. W dalszym ciągu też, a może po ostatnich wzrostach nawet bardziej, liczy się to, by nie dokonywać jednorazowych wpłat, a systematycznie wchodzić na rynek.

Krzysztof Stępień, główny ekonomista Expander

środa, 15 października 2008

Zdolność kredytowa w czasach kryzysu?

W czasach, gdy na rynkach finansowych zawrotną karierę robi słowo „kryzys”, kredytobiorcy tracą swój optymizm. Łatwe do udźwignięcia raty kredytowe z reklam banków, szczególnie tej z kredytu hipotecznego, stają się coraz bardziej dolegliwe. Teoretycznie banki udzielając klientom kredytu o tak dużej wartości, na długi okres czasu powinny przewidzieć możliwą recesję i spadek dochodów, ale z ewentualnymi problemami w spłacie już kredytobiorca musi poradzić sobie sam. Jak więc ratować zdolność kredytową?

Tradycyjnie liczenie zdolności kredytowej bazuje w bankach na dość skomplikowanych metodach statystycznych,
niemniej jednak zawsze cel jest ten sam. Bankowcy próbują po prostu ustalić, czy dany klient będzie w stanie spłacać z miesiąca na miesiąc ratę kredytu. Sęk w tym, że jeśli weźmiemy kredyt na 20-30 lat, to w tym czasie może zdarzyć się wszystko. Od zdarzeń losowych, po problemy finansowe, czy też kłopoty gospodarcze całego kraju. A po podpisaniu umowy kredytobiorca zostanie sam na sam z terminową spłatą kredytu. Czy można w jakiś sposób zagwarantować sobie zdolność kredytową? Wbrew pozorom nie jest to zbyt trudne, jednak zwiększa koszty kredytowania. Takim rozwiązaniem jest np. ubezpieczenie przed bezrobociem, co może pozwolić przetrwać okres pomiędzy utratą pracy i znalezieniem kolejnej posady. Polisa tego rodzaju nie jest jednak bezwarunkowa. Przede wszystkim wypłata ewentualnego świadczenia ograniczona jest do kilku miesięcy, więc nie chroni przed długotrwałym bezrobociem. Dużo ważniejsze może być posiadanie ubezpieczenia na życie. O ile, bowiem z utratą pracy można sobie jeszcze poradzić, to przeciwności losu już mogą nam uniemożliwić spłacenie kredytu. Wypadki, utrata zdrowia, a czasami i życia przez jedno ze współkredytobiorców jest nie tylko wielkim bólem, ale też wpędza najbliższych w duże problemy finansowe. Koszt właściwej polisy ubezpieczeniowej w relacji do wartości kredytu i możliwych szkód będzie po prostu niewielki. Będzie to niska cena za spokój. Na szczęście najtrudniejsze sytuacje zdarzają się jednak na tyle rzadko, że raczej powinniśmy zainteresować się tym, jak podołać spłacie kredytu na bieżąco.

Jak więc odpowiedzieć sobie w prosty sposób, na jaki kredyt nas stać? Na rynku amerykańskim, który jest dużo bardziej rozwinięty niż nasz, i gdzie udziela się o wiele, wiele więcej kredytów szacuje się, że bezpieczny poziom raty, to taki, który nie przekracza jednej trzeciej dochodów rozporządzalnych. Czyli zarabiając na rękę 2400 zł miesięcznie byłoby to 800 zł, a dla przykładowo 3000 zł byłoby to już 1000 zł. Sądzi się też, że bezpieczny poziom długu to dwu-trzykrotność dochodów rocznych brutto. W polskich warunkach przy zarobkach 5000 zł brutto miesięcznie byłoby to 150000 zł. Banki dziś oczywiście dają więcej kredytu przy takich dochodach, bo liczą, że dochody polskiego społeczeństwa będą szybko wzrastały. Potwierdza to wzrost wynagrodzeń. Takie założenie może być jednak niebezpieczne, szczególnie przy zaciąganiu kredytów mieszkaniowych, które udzielane są na długie terminy. Planowanie finansowe w takich warunkach budżetu domowego nie będzie już li tylko pustym sloganem. W prosty sposób można zapewnić sobie stabilność i bezpieczeństwo finansowe, dysponujące nawet relatywnie niskimi dochodami świadomie gospodarując środkami i przestrzegając kilku prostych i łatwych zasad.

Zalecanie dyscypliny wydatków wydaje się truizmem, ale istnieje kilka prostych sposobów na ich ograniczenie. Przede wszystkim warto dokładnie je planować, a środki, jakimi dysponujemy dzielić na budżety. Warto zastanowić się i spisać wszystkie wydatki stałe w danym miesiącu i dla nich zablokować środki na rachunku bankowym. Jednocześnie zastanawiając się, które grupy wydatków możemy obniżać. Ustalamy również bieżącą wysokość zobowiązań finansowych, w tym oczywiście kredytu hipotecznego. Jeśli nasze zobowiązania są zróżnicowane należałoby się zastanowić nad ich konsolidacją. Konsolidowanie długu i obniżanie kosztów finansowanie będzie stanowić ważny element strategii domowego budżetu. Jeśli spłacamy kredyt konsumpcyjny, samochodowy lub korzystamy z limitu w karcie kredytowej na pewno są one wyżej oprocentowane niż kredyt hipoteczny. Można w takim wypadku podwyższyć sumę kredytu hipotecznego w części z dowolnym celem i dzięki temu spłacić pozostałe, droższe w obsłudze zobowiązania. Obniży to koszty i pozwoli też lepiej kontrolować wydatki. Jedna wysoka rata działa też bardziej mobilizująco na kredytobiorcę niż wiele, ale drobnych kwot, które pozornie wydają się łatwiejsze do udźwignięcia. Iluzja niskich rat, co zresztą często jest wykorzystywane w reklamach, niejednego już kredytobiorcę wpędziła w kłopoty.

Po podzieleniu środków pozostałą kwotę do dyspozycji dzielimy również na części i również blokujemy na rachunku, Np. zakładając krótkoterminowe lokaty, aby środki nie były łatwo dostępne. Pozwoli nam to ochronić się przed niepotrzebnymi, impulsywnymi zakupami i wydatkami. Na zakupy warto wybierać się z odliczoną kwotą środków w postaci gotówki lub korzystając z ograniczonego salda w koncie. Niewielka ilość gotówki na drobne, kompulsywne zakupy oczywiście jest dopuszczalna, ale kluczem do porządku w budżecie domowym jest właśnie ograniczanie dostępności łatwego pieniądza. Takie świadome zarządzanie środkami pozwoli nam lepiej przetrwać trudne czasy. W miarę możliwości dobrym rozwiązaniem są również próby gromadzenia pewnych, nawet minimalnych oszczędności. Robiąc drobne, ale systematycznie oszczędności zabezpieczymy się przed niespodziankami. Tworzenie oszczędności, które będą stanowić rezerwę, gdy np. kredyt będzie droższy lub nasze dochody w przyszłości mogą się zmniejszyć, pozwoli na łagodne przejście przez ewentualne problemy z płynnością finansową. Oczywiście zgromadzone tą drogą oszczędności mogą być też wykorzystane w późniejszym czasie do wcześniejszej spłaty kredytu, gdy nasza sytuacja finansowa ulegnie stabilizacji.

Do bardziej radykalnych i systemowych sposobów poprawy stanu własnego budżetu zaliczylibyśmy już takie działania, jak świadome ograniczanie konsumpcji, czy zastępowanie droższych produktów, tańszymi. Wbrew pozorom do pewnego zakresu jest to możliwe bez znaczącej utraty ich funkcjonalności. Korzystając z dużej konkurencji na rynku można rzeczywiście obniżyć koszty życia, bez obniżania drastycznie jego standardu. Działania kredytobiorcy mogą też zmierzać do powiększania swojej siły dochodowej. Zastanowienie się nad swoją drogą zawodową, próby poszukiwania lepiej płatnej pracy, bardziej aktywne zachowania na rynku pracy pozwolą na powiększenie naszych dochodów. Kolejną sprawą jest bilans posiadanych aktywów. Być może nie potrzebujemy np. dwóch samochodów w rodzinie, ale również np. niektórych urządzeń. Dzięki dostępności i taniości aukcji internetowych być może za czasami nawet niewiele warte rzeczy, które są dla nas zbędne można uzyskać całkiem sensowne pieniądze.

I na sam koniec pozostaje nam pozostaje jeszcze „wiara i optymizm”, że damy sobie radę. Chcieć to móc mówi przysłowie, więc warto zawsze być nastawionym pozytywnie, ale takie nastawienie nie powinno eliminować poczucia odpowiedzialności za budżet domowy. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości, co do własnych możliwości finansowych, umiejętności należy zawsze szukać profesjonalnej porady u osób znających realia finansów. I jeśli nawet pojawiają się kłopoty, nie załamywać rąk, tylko szukać rozwiązań w porozumieniu z bankiem. Częstym błędem kredytobiorców mających trudności ze spłatą kredytu jest oczekiwanie na cud. Brnięcie w długi licząc na odwrócenie złej passy. Niestety takie podejście zawsze kończy się źle, a gdy do drzwi puka komornik jest już za późno. Pamiętając o kilku prostych zasadach i odpowiednio wcześniej przygotowując się na trudne czasy, mając za oręż zdrowy rozsądek, żaden kryzys nie będzie nam już straszny.

Dr Bogusław Półtorak / Główny Ekonomista Bankier.pl S.A.

Analiza na światowych rynkach

Czy leci z nami pilot?

Początek tygodnia przyniósł gwałtowną i kolosalną wręcz zmianę nastrojów na światowych rynkach. Inwestorzy, którzy jeszcze w piątek wyzbywali się akcji na potęgę, zmienili swoje zapatrywanie na rynek o 180 stopni, a fala wzrostów, która zalała światowe parkiety była rekordowo wysoka. W poniedziałek już w trakcie azjatyckiej części handlu indeks MSCI Asia Pacific (okrojony o świętującą tego dnia Dzień Zdrowia i Sportu Japonię) wzrósł o 7,44 proc., a potem było już tylko lepiej. Paneuropejski DJ Stoxx 600 zakończył sesję na 9,87 proc. plusie, najwyższym w historii, a następnie najpotężniejszy od 1939 r. wzrost zanotował amerykański S&P500, zyskując 11,58 proc. i przebijając w górę psychologiczną barierę 1000 pkt. Dziś znowu mamy powtórkę z rozrywki. Kolejny po MSCI Asia Pacific benchmark dla regionu Azji i Pacyfiku, czyli DJ Stoxx Asia Pacific 600 skoczył o 10,5 proc. (stan na godz. 9:00), a japoński indeks Nikkei 225 zwyżkował najsilniej w historii, bo aż o 14,15 proc. We wtorek w Europie też nie najgorzej, bo o godz. 10:40 DJ Stoxx 600 rósł o 4,81 proc.

Powód tak gigantycznych wzrostów jest tylko jeden, ale za to jak ważny. Inwestorzy w końcu uwierzyli nie tylko w to, że rządy i banki centralne na całym świecie zrobią dosłownie wszystko, aby zwalczyć obecny kryzys i dać w ten sposób pośrednio odetchnąć słabnącej gospodarce, ale też w to, że te masowe działania w końcu przyniosą pożądany skutek. Wszystko zaczęło się tak naprawdę w sobotę, kiedy to ministrowie finansów oraz szefowie banków centralnych siedmiu najbogatszych państw świata (G7) we wspólnym oświadczeniu zgodzili się, że obecna sytuacja wymaga niezwłocznych i nadzwyczajnych działań. Dzień później państwa członkowskie strefy euro przyjęły w Paryżu plan ratowania banków, obejmujący m.in. gwarancje dla pożyczek międzybankowych oraz ochronę banków przed bankructwem poprzez ich dekapitalizację. Na wynik tych obu spotkań nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek praktycznie z każdego zakątka Europy spływały co chwila informacje o tym, że konkretne kraje (w tym Wielka Brytania, Niemcy, Francja) wykładają na stół ogromne ilości środków finansowych, które mają być przeznaczone na zwiększenie gwarancji i dokapitalizowanie instytucji finansowych, lub jak kto woli na nabycie w nich udziałów. Co więcej także wczoraj dokładnie o godz. 9:00 rano pojawiła się informacja Fed, że Bank Anglii, Europejski Bank Centralny oraz Bank Szwajcarii udostępnią instytucjom finansowym nieograniczoną ilość funduszy w dolarach, przeprowadzając aukcje krótkoterminowych stałooprocentowanych 7, 24 i 84 dniowych pożyczek oraz to, że podobne działania rozważa także Bank Japonii. Jakby tego było mało to dziś napłynęły doniesienia o tym, że administracja Busha zainwestuje 125 miliardów dolarów w uprzywilejowane akcje dziewięciu największych amerykańskich banków (Citigroup, Goldman Sachs, Wells Fargo, JPMorgan Chase, Bank of America, Merrill Lynch, Morgan Stanley, State Street, Bank of New York Mellon), co oczywiście jest częścią przyjętego nie tak dawno temu Planu Paulsona. Konferencja prasowa w tej sprawie ma się odbyć jeszcze dziś o godz. 14:30 czasu polskiego.

Zdecydowana poprawa nastrojów na rynku akcji i wiążące się z tym nadzieje na uratowanie światowej gospodarki znalazły też swoje natychmiastowe odbicie w rynkach towarowych. W poniedziałek indeks Reuters/Jefferies CRB wzrósł o 3,04 proc., a w USA listopadowe kontrakty terminowe na ropę na Nymexie poszły w górę o 4,49 proc. (81,19 USD/bar.), a te grudniowe na miedź skoczyły o 7,83 proc. W dół o 0,98 proc. zapikowały za to grudniowe futuresy na złoto. Dziś trend ten jest kontynuowany, tyle że do grona zwyżkujących dołączyło także nieśmiało, ale jednak, złoto. O godz. 10:40 kontrakty na ropę rosły o 3,13 proc. (83,73 USD/bar.), te na miedź o 5,21 proc., a te na złoto o 0,71 proc.

W poniedziałek na krajowym rynku akcyjnym w ślad za wspaniałą atmosferą na Zachodzie rynek otworzył się bardzo dobrze. Wszystkie główne indeksy GPW rozpoczęły sesję od silnych wzrostów i można by rzec, że inwestorzy zapomnieli o kolosalnej wyprzedaży do której doszło w trakcie piątkowego handlu, kiedy to indeks WIG20 zniżkował w ciągu dnia nawet o 13,5 proc. (1874,53 pkt) i znalazł się na najniższym poziomie od maja 2005 r. W rezultacie rano indeks WIG20 rósł nawet o 3,51 proc. (2001,5 pkt). Potem niestety było już tylko gorzej, a dzień skończyliśmy odpowiednio na +1,19 proc. (WIG20 2015,39 pkt) i +1,65 proc. (WIG). Tak nikłe zwyżki były niczym, przy tym co w tym samym czasie (16:30) działo się na Zachodzie i w USA, gdzie indeks DJ Stoxx 600 zyskiwał 7,09 proc., a S&P500 rósł o 5,26 proc. Pytanie o to dlaczego tak się stało, pozostaje jednak bez odpowiedzi. Choć dziś uczestnicy warszawskiego rynku w końcu się obudzili i o godz. 10:40 indeks WIG20 zwyżkował o 4,84 proc. (2112,91 pkt), a indeks WIG rósł o 4,59 proc., to nie ma co ukrywać, że straconej wczoraj szansy na większą aprecjację po prostu szkoda.

Poprawa nastrojów na świecie oraz większa chęć do ryzyka ze strony inwestorów zagranicznych pomogła także złotemu. Po fatalnej piątkowej sesji, kiedy to cena dolara skoczyła nawet do 2,6886 (była najwyższa od września 2007 r.), cena euro wzrosła do 3,6392 (była najwyższa od stycznia br.), a dzień zakończył się odpowiednio przy 2,6460 (+2,47 proc.) i 3,5612 (+1,23 proc.), w poniedziałek inwestorzy przystąpili do zakupów naszej waluty. Kurs USD/PLN spadł wczoraj do 2,6222 (-0,90 proc.), a kurs EUR/PLN zniżkował do 3,5416 (-0,55 proc.). Dziś złoty zyskuje jeszcze mocniej. O godz. 10:40 cena dolara idzie w dół o 2,60 proc. do 2,5540, a cena euro zniżkuje o 1,55 proc. do ok. 3,4865.

Komentarz sporządził: Marek Nienałtowski

piątek, 10 października 2008

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne

Jak nie zginąć w gąszczu ofert? Przegląd ubezpieczenia zdrowotnego!

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne to dostęp do prywatnej opieki medycznej w zamian za składkę ubezpieczeniową. Dobre ubezpieczenie zdrowotne powinno zapewniać zarówno pomoc medyczną, w razie wizyty u lekarza, gdy konieczne są badania, zabiegi czy hospitalizacja, a także pomoc finansową, na wypadek poważanej choroby lub wypadku, czyli sytuacji, które wiążą się z dużymi wydatkami i brakiem stałego dochodu przez określony czas. Potwierdzeniem dostępu do bezpłatnego leczenia jest karta pacjenta oraz dowód tożsamości.

Ubezpieczenie zdrowotne a NFZ


Dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne nie zastępuje ubezpieczenia obowiązkowego w Narodowym Funduszu Zdrowia. Stanowi natomiast jego uzupełnienie, gwarantuje znacznie szerszy zakres usług, usługi o wyższej jakości, skrócenie okresu oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty, wykonanie badań, operacji, czy koniecznych skomplikowanych badań diagnostycznych.

Jakie ubezpieczenie zdrowotne wybrać

- Zastanów się, jakie usługi medyczne są dla Ciebie najistotniejsze. Zależy to m.in. od Twojego wieku, stanu zdrowia, posiadania dzieci, poziomu aktywności fizycznej

- Zastanów się, do jakich lekarzy chodzisz i z jakich usług medycznych korzystasz najczęściej (w szczególności, jeżeli korzystasz z prywatnej służby zdrowia), np. dentysta, okulista czy ginekolog

- Szukaj ubezpieczenia, które da Ci dostęp do prywatnej opieki medycznej, jeżeli będziesz musiał iść od lekarza, wykonać badania lub zabiegi, zamówić wizytę lekarza do domu

- Szukaj ubezpieczenia, które obejmuje świadczenia szpitalne oraz poważne zachorowania – będzie to dla Ciebie gwarancja finansowa, w razie gdybyś poważnie zachorował lub ucierpiał w wypadku

- Jeżeli masz rodzinę, szukaj pakietu rodzinnego – oszczędzisz na składce

- Zastanów się, gdzie chcesz korzystać z opieki medycznej (Twoje miasto, teren całego kraju - klinika medyczna, do której już masz zaufanie)

- Poświęć trochę czasu, aby zorientować się w ofertach różnych zakładów ubezpieczeń – możesz zaoszczędzić pieniądze.

- Każdy z nas ma inne oczekiwania w stosunku do ubezpieczenia zdrowotnego. Jedni chcą mieć bezpośredni dostęp do lekarzy, badań i szpitali, inni chcą zwrotu kosztów leczenia, jeszcze inni chcą dostać określone pieniądze, gdy zachorują - bez względu na to gdzie i jak będą się leczyli. - podkreśla Zofia Dmochowska, szefowa działu ubezpieczeń zdrowotnych portalu Ubezpieczeniaonline.pl - Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do produktów ubezpieczeniowych, na jakie się decydujemy. Na rynku jest dziesiątki ofert, obejmujących różnego rodzaju kombinacje świadczeń. By wybrać tę najlepszą, należy dobrze się zastanowić, które usługi medyczne są najistotniejsze i upewnić się, że są one zagwarantowane w polisie. - dodaje.

Naucz się czytać ofertę – czyli 7 pytań, które powinieneś sobie zadać przed zakupem ubezpieczenia:

Katalogi świadczeń medycznych stanowiących ofertę ubezpieczenia zdrowotnego są dość obszerne. Ubezpieczyciele wymieniają całe listy lekarzy, zabiegów, uwzględniają wszystkie, nawet najdrobniejsze badania. Jak przez nie przebrnąć?

1. Do jakich lekarzy chodzę najczęściej?

- Jeżeli często chodzisz do dentysty i za leczenie płacisz prywatnie, warto pozbyć się tego kosztu i poszukać odpowiedniej polisy zdrowotnej

- Jeżeli masz problemy ze wzrokiem, nosisz okulary lub szkła kontaktowe, ważny jest dostęp do okulisty i drobne zabiegi okulistyczne,

- Kobiety powinny bezwzględnie zapewnić sobie dostęp do ginekologa (zwłaszcza jeżeli planują powiększenie rodziny, wówczas powinny upewnić się, że polisa obejmuje prowadzenie ciąży)

- Jeżeli jesteś alergikiem, koniecznie upewnij się, czy polisa daje Ci dostęp do alergologa oraz testów diagnostycznych, badań i zabiegów związanych z tą dolegliwością

- Jeżeli jesteś alergikiem, koniecznie upewnij się, czy polisa daje Ci nielimitowany dostęp do alergologa, testów alergicznych i odczulania,

- Jeżeli cierpisz na jakąkolwiek inną dolegliwość sprawdź, czy polisa zapewni Ci wizyty u lekarzy, badania i zabiegi związane z tą dolegliwością (oczywiście przy zawieraniu umowy powinieneś poinformować Towarzystwo ubezpieczeń o stanie Twojego zdrowia).

2. Czy mam małe dzieci?

- Jeżeli tak, ważny będzie bezproblemowy kontakt z pediatrą oraz całodobowe wizyty domowe dla dziecka, wśród specjalistów najważniejsi to alergolog, ortopeda i ortodonta

- Liczba placówek medycznych, z których można korzystać powinna być dość duża, by także na wakacjach nie mieć problemu z dostępem do lekarza. Ważny jest też dostęp do wizyt domowych dla dzieci w pobliżu miejsca zamieszkania

3. Gdzie mam zapewnione leczenie?

- Ważne jest, aby placówka medyczna, z której będziesz korzystał znajdowała się w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania.

- Ubezpieczyciel zwykle zapewnia dostęp do sieci placówek współpracujących, jest to mniej lub więcej placówek, należą one do jednej lub wielu sieci medycznych; mogą być zlokalizowane wyłącznie w większych miastach lub też rozsiane na terenie całego kraju, również w mniejszych miejscowościach

- Jeżeli mieszkasz w mniejszej miejscowości, warto rozważyć wybór ubezpieczenia, które gwarantuje wolny wybór lekarza, czyli możliwość udania się do dowolnie wybranego lekarza – ubezpieczyciel odda Ci pieniądze (w ramach określonych z góry limitów) na podstawie imiennego rachunku za usługę medyczną

4. Czy mam swoich stałych lekarzy?

- Czy masz swojego stałego lekarza, do którego uczęszczasz regularnie, któremu ufasz i który zna Ciebie i Twoją rodzinę, np. dentystę, ginekologa lub innego specjalistę?

- Wykupując polisę, która gwarantuje wolny wybór lekarza, możesz dalej korzystać z ich porad, a pieniądze za wizyty zwróci ubezpieczyciel.

5. Jaki jest okres karencji?

Karencja to okres bezpośrednio po zawarciu ubezpieczenia, przez który towarzystwo nie udziela ochrony, chyba, że musimy skorzystać z badań lub pomocy lekarskiej w następstwie nieszczęśliwego wypadku. Oznacza to w praktyce, że od momentu zawarcia umowy przez okres karencji nie przysługują nam świadczenia, za które już płacimy składkę. Chodzi o to, aby ubezpieczenie na siebie „zarobiło” i żeby uniknąć sytuacji, w których ktoś celowo wykupuje ubezpieczenie zdrowotne, gdy planuje korzystać z kosztownych świadczeń zdrowotnych. Należy pamiętać, że nie wszystkie towarzystwa stosują karencję, a te, które stosują często dają możliwość jej zlikwidowania w zamian za dodatkową opłatę. Dla świadczeń takich jak opieka w czasie ciąży lub wizyty stomatologiczne obowiązuje zwykle dłuższy okres karencji. Jest to nawet 8 do 12 miesięcy.

6. Jaki jest zasięg wizyt domowych?

Jeżeli wybierasz polisę obejmującą wizyty domowe, upewnij się, że Twoje miejsce zamieszkania jest objęte zasięgiem wizyt domowych. Placówki udzielające wizyt domowych mogą mieć ograniczony zasięg terytorialny. Dowiedz się też dokładnie o numer telefonu, pod którym możesz zamówić lekarza oraz godziny, w których lekarz do Ciebie dojedzie w tygodniu, jak również w dni wolne od pracy.

7. Jakie są limity?

- Uważaj na limity. Sprawdź, czy wizyty u lekarza są nielimitowane (zwykle tak jest, choć mogą zdarzyć się wyjątki).

- Sprawdź, czy korzystanie z usług medycznych nie wymaga od pacjenta wniesienia dodatkowych opłat w postaci udziału własnego (dopłaty mogą dotyczyć drogich badań, np. tomografii komputerowej)

- Jeżeli wybierzesz ubezpieczenie gwarantujące wolny wybór lekarza, ubezpieczyciel zwróci Ci pieniądze za rachunki, ale tylko do wysokości ustalonych limitów (na przykład 69 zł za wizytę u specjalisty) – zapoznaj się z tymi limitami

Polisę dostosuj do wieku, trybu życia i poziomu aktywności życiowej

Dla aktywnych:

- pamiętaj, że uprawianie sportu wiąże się z częstymi urazami, w związku z tym należy myśleć nie tylko o specjalistach, takich jak np. chirurg, czy ortopeda, ale również o powrocie do aktywnego życia – czyli szybkiej i profesjonalnej rehabilitacji

Dla rodzin:

- jeżeli masz rodzinę, warto poszukać pakietu rodzinnego, za polisę płacisz jedną składkę bez względu na liczbę osób w rodzinie; dla dzieci przewidziane są wizyty u pediatry oraz całodobowe wizyty domowe dla dziecka, wśród specjalistów należy zwrócić uwagę przede wszystkim na alergologa i ortopedę

Dla dojrzałych

- szerszy zakres badań diagnostycznych daje większą pewność, że w razie choroby pełna diagnostyka będzie przeprowadzona szybko i sprawnie; w ramach profilaktyki istotny będzie dostęp do kardiologa, czy urologa, należy też pomyśleć o profilaktyce chorób nowotworowych (markery nowotworowe), warto również zagwarantować sobie najbardziej specjalistyczne, najdroższe badania diagnostyczne np. tomografię komputerową czy rezonans magnetyczny

Dla podróżujących

- Jeżeli dużo jeździsz służbowo (np. jesteś przedstawicielem handlowym) lub prywatnie (wyjazdy na weekendy sam lub z rodziną), warto zapewnić sobie dostęp do jak największej liczby placówek medycznych na terenie całego kraju, niektóre polisy można rozszerzyć również o koszty leczenia za granicą.

piątek, 3 października 2008

Diagnoza sytuacji na rynkach finansowych

Wróciliśmy do punktu wyjścia

Z początkiem nowego miesiąca zaczynamy grę od nowa. Paniczna wyprzedaż z przedostatniej sesji września została wczoraj, szczególnie w Ameryce, skorygowana. Można powiedzieć, że giełda w USA znalazła się mniej więcej w tym miejscu, w którym byłaby w poniedziałek, gdyby przyjęto plan ratowania banków. Wygląda na to, że ostatecznie Kongres zaakceptuje go. Wrócimy więc do pytania o jego skuteczność i inwestorzy na nie będą musieli sobie odpowiadać. Między innymi od tych odpowiedzi zależeć będzie koniunktura. Wczoraj to spółki finansowe zdominowały notowania. Subindeks S&P 500-Financials zyskał 13%. To było ciekawe zachowanie, gdyż dzień wcześniej podczas silnej wyprzedaży spadki były rozłożone bardziej równomiernie między poszczególne sektory. To traktujemy jako niepokojący sygnał, wskazujący na to, że wczorajsza sesja miała charakter korekcyjny – imponujący, ale jedynie korekcyjny.
Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że druga połowa tego tygodnia będzie stać pod znakiem publikacji bardzo istotnych danych makroekonomicznych. Wydaje się nam, że pozostawanie branży finansowej w centrum zainteresowania inwestorów stwarza mylne wrażenie jakoby od kondycji tego sektora zależały losy giełdy. My patrzymy na to nieco inaczej. Wydarzenia w branży finansowej mają duży wpływ na dynamikę poszczególnych ruchów, ale ich kierunek w największym stopniu zależy od fundamentów. Innymi słowy mówiąc – wydarzenia w sektorze finansowym oddziałują na psychologiczną warstwę decyzji inwestorów, otoczenie makroekonomiczne kształtuje fundamentalne postrzeganie giełd.
W tym kontekście ani informacje publikowane w ostatnich dniach – może poza wczorajszymi Chicago PMI i indeksem zaufania konsumentów – nie napawają optymizmem. Tak jest też z dzisiejszymi wiadomościami ze strefy euro dotyczącymi wskaźników PMI. Pozostają znacznie poniżej 50 pkt, oddzielających rozwój od spowolnienia. Nie widać więc przełomu w tym zakresie. Po południu poznamy wrześniowy indeks ISM dla sektora przemysłowego w USA, a także chyba obecnie ważniejszą od niego ankietę ADP na temat liczby nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym. Uwagę inwestorów na pewno też przykują sierpniowe wydatki budowlane w Ameryce.
Głównie dzięki największym firmom WIG odrabia dziś dalej straty, ale aktywność inwestorów jest niewielka. Pozostajemy więc wciąż z dylematem dotyczącym tego, czy dojdzie do przełamania przez WIG 36 tys. pkt. Teraz dzieli od tego poziomu 2 tys. pkt, czyli ponad 5%. Odległość wydaje się bezpieczna, ale przy obecnej zmienności wystarczą 2-3 sesje, byśmy znów musieli się niepokoić o los tej bariery. Oporem jest 38,5 tys. pkt. Jego przejście znów pozwalałoby na większy optymizm i mogłoby na dłużej oddalić zagrożenie przebiciem 36 tys. pkt. Pozytywny nastrój kształtuje mocny wzrost z wczorajszego dnia w USA, ale notowania kontraktów na amerykańskie indeksy spadają, więc po południu mogą być zupełnie inne nastroje.

czwartek, 2 października 2008

Innowacyjność polskich firm

Czy polskie firmy mogą być innowacyjne?

1 września ruszyła czwarta edycja programu badawczego nad innowacyjnością polskiej gospodarki. Badania, których celem jest porównywanie innowacyjności krajowych firm oraz promocja wyróżniających się w tym obszarze przedsiębiorstw potrwają do końca września. Projekt jest wynikiem przekonania realizujących go partnerów, że polskie firmy mogą i muszą przestawić się na konkurowanie nie ceną, lecz innowacyjnym zarządzaniem i produktami. Podkreślali to mocno Mariusz Grendowicz, prezes BRE Banku i Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan w trakcie wspólnej konferencji prasowej.

Kondycja polskiej gospodarki, zamożność społeczeństwa i pozycja Polski na arenie międzynarodowej będą zależeć od tego, jak szybko potrafimy przejść od wytwarzania prostych i tanich dóbr do produkcji zaawansowanej technologicznie o wysokiej wartości dodanej. Tymczasem produktywność pracy jednego zatrudnionego wynosi w Polsce 46% średniej UE27, podczas gdy w Czechach - 54%, na Węgrzech - 56%, na Słowacji - 61%. A udział produktów wysokiej techniki (high-tech) w eksporcie wynosi w Polsce 3,1%, natomiast w Czechach - 13%, a na Węgrzech - 20%.

„Niska innowacyjność polskich przedsiębiorstw, a zatem także gospodarki, stanowi zagrożenie dla długofalowego rozwoju gospodarczego kraju” – podkreśla Henryka Bochniarz. – „Niestety, wraz z wyrównywaniem się kosztów pracy w krajach UE konkurencyjność polskich towarów, bez wzrostu ich innowacyjności, będzie malała. Dodatkową presję wywierać będzie konkurencja zarówno ze strony krajów azjatyckich, poprzez podaż bardziej innowacyjnych i konkurencyjnych towarów, jak i z Bułgarii oraz Rumunii, poprzez niższe od polskich koszty pracy oraz członkostwo w Unii Europejskiej. Brak zasadniczego postępu w kwestii innowacyjności musi skutkować znacznym obniżeniem konkurencyjności oraz załamaniem rozwoju gospodarczego kraju”.

Wyzwaniem dla polskiej gospodarki jest kompleksowe podejście do innowacji.

„Jestem przekonany, że polską gospodarkę powinny kształtować nie tylko nowoczesne technologie, ale także ciągły proces usprawniania, wprowadzania ulepszonych rozwiązań, umiejętnego korzystania z wiedzy i doświadczenia zespołu czy w końcu szkolenia pracowników” - mówi Mariusz Grendowicz, prezes zarządu BRE Banku. „Dlatego, według mnie, nie istnieje jedna definicja innowacyjności, a innowacje mogą zachodzić na różnych poziomach i w różnych obszarach działalności firm. Doszukujemy się ich w organizacji przedsiębiorstwa, czy zachodzących w nim procesach, upowszechniać innowacyjne wzorce możemy także w procesie komunikacji czy oferowaniu nowoczesnych produktów i usług. Innowacja w polskich warunkach to bowiem nic innego jak wprowadzanie nowego, ulepszonego rozwiązania. Każda z nich może stać się głównym czynnikiem sukcesu firmy.”

Prowadzone obecnie m.in. przez BRE Bank i PKPP Lewiatan badanie dzięki swojej metodologii pozwoli przedsiębiorstwom w Polsce pokazać wszystkie innowacje, nie tylko technologiczne, ale także procesowe, produktowe, marketingowe i organizacyjne.

Tradycyjnie już wynikiem badania będzie Raport o innowacyjności polskiej gospodarki oraz Ranking Najbardziej Innowacyjnych Firm, podzielony na cztery kategorie: mikrofirmy (do 9 osób zatrudnionych), przedsiębiorstwa małe (10-49 zatrudnionych), przedsiębiorstwa średnie (50-249 osób) oraz przedsiębiorstwa duże (powyżej 249). Wzorem poprzednich lat wyodrębnione zostaną również podrankingi regionalne. Nowością tegorocznej edycji będą podrankingi w poszczególnych kategoriach innowacyjności (innowacyjność produktowa, procesowa, organizacyjna oraz marketingowa), a także zestawienie wyróżniających się przedsiębiorstw, które wdrożyły innowacyjne rozwiązania przy wykorzystaniu funduszy unijnych. Tegoroczne modyfikacje są wynikiem nowej metodologii badań. Przy jej opracowywaniu autorzy rankingu wspierali się Podręcznikiem z Oslo (Oslo Manual, 2005), który definiuje innowacje jako wprowadzenie do praktyki nowego lub znacząco ulepszonego rozwiązania w odniesieniu do procesu, produktu (towaru lub usługi), marketingu oraz organizacji.

Ogłoszenie wyników rankingu, prezentacja raportu oraz wręczenie statuetek Kamertonu Innowacyjności odbędą się podczas grudniowej Gali w Warszawie. Organizatorem i gospodarzem tego wydarzenia będzie BRE Bank. Dodatkowo, na początek 2009 r. partnerzy projektu zaplanowali cykl konferencji regionalnych, które będą okazją zarówno do promocji lokalnych, innowacyjnych firm, jak i dyskusji środowiska przedsiębiorców i naukowców na temat innowacyjności.

Projekt prowadzą wspólnie: BRE Bank, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, firma Dun&Bradstreet, Rzeczpospolita oraz Manager Magazin.

Szczegółowe informacje na temat Rankingu najbardziej innowacyjnych firm wraz z ankietą do wypełnienia znajdują się na stronie www.innowacyjnefirmy.pl
Serdecznie zapraszamy do udziału.

mBank Maraton Team

...triumfuje w Warszawie i Berlinie

Zawodnicy mBank Maraton Team odnieśli sukces w 30. Maratonie Warszawskim oraz 35. Maratonie Berlińskim.

Paweł Ochal dobiegł do mety jako pierwszy Polak, zdobywając 4 miejsce (2:14:29) w 30. Maratonie Warszawskim. Najlepszy okazał się zawodnik z Etiopii - Shumye Alemayehu z czasem 2:11:50. Wśród kobiet zwyciężyła Małgorzata Sobańska - 2:31:20.

Edyta Lewandowska zdobyła siódme miejsce w 35. Maratonie Berlińskim, osiągając swój rekord życiowy - 2:33:00. Najlepszą lokatę wywalczyła Niemka Irina Mikitenko z czasem 2:19:18. W klasyfikacji mężczyzn zwyciężył Haile Gebrselassie z Etiopii (2:03:59).

Oba wydarzenia sportowe rozegrały się 28 września br.

mBank Maraton Team powstał z myślą o wspieraniu polskich zdolnych biegaczy, a także propagowaniu sportu i zdrowego stylu życia oraz upowszechnianiu biegania jako najprostszej formy aktywności. W skład mBank Maraton Teamu wchodzi elita polskiego świata sportu - wielokrotni medaliści na Mistrzostwach Polski na dystansie maratonu i półmaratonu oraz zdobywcy wysokich lokat podczas maratonów europejskich:

* Monika Drybulska
* Edyta Lewandowska
* Justyna Bąk
* Henryk Szost
* Arkadiusz Sowa
* Paweł Ochal

Umowy z zawodnikami obejmują okres 2008-2009. Opiekunem mBank Maraton Teamu jest Artur Osman - uznany polski maratończyk, zwycięzca 4. edycji mBank Łódź Maratonu. Szczegółowe informacje na temat zespołu są dostępne na stronie: http://www.maraton.com.pl/.

poniedziałek, 29 września 2008

Akcje - nastroje są wciąż marne

Diagnoza sytuacji na rynkach finansowych

Zapowiada się, że dzisiejsza sesja będzie drugą z kolei, podczas której niewiele się będzie działo. WIG znów zapewne będzie balansował na wysokości lipcowego dołka. Widzimy, że to istotny poziom dla rynku. Nic dziwnego. Zawsze ustanowienia nowego dołka jest sygnałem kontynuacji trendu spadkowego. W obecnej sytuacji sprawa ma jeszcze jeden wymiar. W minionym tygodniu mogliśmy się na wykresie S&P 500 doszukiwać pozytywnej dywergencji na MACD, popularnym wskaźniku obrazującym kierunek i siłę trendu. Powstaje wtedy, gdy indeks ustanawia nowy dołek, a wskaźnik go nie przebija. Pozytywna dywergencja to układ zapowiadający odwrócenie trendu zniżkowego. Dziś okazuje się, że szanse na to, by zachowanie MACD mogło zapowiadać lepsze czasy dla amerykańskiej giełdy są mniejsze. S&P 500 znów spadł poniżej lipcowego dołka i niewiele wskazuje na to, by miał powyżej niego wrócić. Słabość tego parkietu potwierdza to, że każda z sesji tego tygodnia skończyła się na minusie. Gdyby euforia z końca poprzedniego tygodnia miała zapowiadać trwalszą poprawę zachowanie byłoby zapewne lepsze. Przebieg MACD może być wskazówką co do przyszłych zmian. Widzimy, że mimo pozostawania wskaźnika powyżej lipcowego dołka nie zdołał on przebić swojej linii sygnalnej. Warto obserwować zachowanie MACD względem linii sygnalnej, bo dopóki nie zostanie przebita, utrzymywać się będzie zagrożenie zniżkami.

Ostatnie dni pokazują też, że zasadne jest ponowne przywołanie wydarzeń sprzed kilku lat w Ameryce, kiedy bankrutowały duże przedsiębiorstwa. Symbolicznie można ten okres zamknąć pomiędzy końcówką 2001 r. (upadek Enrona) i połową 2002 r. (upadek WorldCom). Wtedy rozegrała się najbardziej dotkliwa faza bessy w USA. Przypomnienie tej historii ma znaczenie o tyle, że można spotkać głosy mówiące, iż w ostatnich bankructwach można doszukiwać się zapowiedzi lepszych czasów – dzieje się to, czego rynki spodziewały się wcześniej i dużo gorzej już nie będzie. Okazuje się, że sprawa nie jest tu tak prosta. Po pierwsze, relatywnie niewielki rozmiar bessy w USA na tle innych giełd z rynków dojrzałych, pozwala mieć wątpliwości, czy rzeczywiście bankructwa są już wliczone w ceny akcji. Po drugie, poprzednie miesiące pokazują, że raczej realizują się scenariusze bardziej, a nie mniej pesymistyczne.

To wszystko skłania do utrzymywania ostrożnego nastawienia do akcji. Tym bardziej, że napływające na rynki informacje mają w większości przypadków negatywne zabarwienie. Tak było choćby z indeksem nastrojów przedsiębiorców Ifo w Niemczech, który wyraźnie rozczarował i pokazał, że nie ma co liczyć na szybką poprawę koniunktury w największej europejskiej gospodarce. Dla nas to zły znak, zwłaszcza w kontekście sierpniowych słabych danych z naszej gospodarki. Pokazuje, że ze strony koniunktury u naszego największego partnera handlowego, trzeba liczyć się raczej z dalszą presją niż pomocą.

Przedpołudniowa część sesji przebiega spokojnie. Nie przynosi większych zmian. Notowania utrzymują się pod kreską, ale niewiele. Potwierdza się ostrożne podejście. Uzasadnione są obawy o przyszłe notowania.